Kilkugodzinna obecność aktywistów Greenpeace na wieży wyciągowej Ruchu Szczygłowice dobiegła końca. Po negocjacjach z funkcjonariuszami grupa ośmiu osób opuściła obiekt i została przewieziona na komendę w Gliwicach.
Dzisieksze zdarzenia były efektem zaplanowanej wcześniej operacji. Jak wykazały wstępne ustalenia, protestujący przez kilka dni typowali cel ataku, prowadząc obserwację m.in. kopalni „Budryk”. Wybór padł na zakład w Knurowie-Szczygłowicach, gdzie trwające prace konserwatorskie umożliwiły grupie przedostanie się na 55-metrową konstrukcję przy wykorzystaniu ustawionych tam rusztowań.
Zarząd Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW) w oficjalnym komunikacie potępił incydent, wskazując na drastyczne naruszenie przepisów bezpieczeństwa. Ze względu na unieruchomienie kluczowego szybu, kierownictwo kopalni musiało w trybie natychmiastowym zmienić logistykę zjazdu i wyjazdu załogi, co wygenerowało poważne opóźnienia oraz uderzyło w płynność operacyjną zakładu. Strona związkowa zareagowała jeszcze ostrzej, określając metody Greenpeace jako „ekoterroryzm”.
Z perspektywy organizacji ekologicznej, wejście na wieżę miało być formą apelu o zaprzestanie bezpowrotnego uwalniania metanu do atmosfery. Greenpeace przekonuje, że gaz ten powinien być odzyskiwany jako surowiec energetyczny do ogrzewania domów, co ograniczyłoby szkodliwy wpływ górnictwa na klimat.
Obecnie w gliwickiej jednostce policji trwają czynności z udziałem zatrzymanych osób. JSW zadeklarowała pełne wsparcie dla prokuratury w celu wyciągnięcia konsekwencji prawnych i finansowych wobec sprawców blokady.
Foto: Greenpeace Polska


