Nie tak ten wieczór wyobrażali sobie kibice zgromadzeni na Arenie im. Ernesta Pohla. Choć ligowy klasyk pomiędzy Górnikiem Zabrze a Legią Warszawa obfitował w walkę i wysokie tempo, przy Roosevelta 81 kibice nie zobaczyli ani jednej bramki. Najbliżej szczęścia był Ondřej Zmrzlý, którego potężne uderzenie z drugiej połowy wstrząsnęło jedynie poprzeczką.
Emocje w Zabrzu sięgały zenitu jeszcze przed wyjściem piłkarzy z tunelu. Po pucharowym maratonie z Piastem Gliwice zabrzanie stanęli do walki z utytułowanym rywalem z Warszawy przy szczelnie wypełnionych trybunach – komplet ponad 27 tysięcy widzów błyskawicznie wykupił wszystkie dostępne wejściówki.
Od pierwszego gwizdka arbitra z Olsztyna oba zespoły postawiły na otwarty futbol. Podopieczni Michała Gašparíka starali się narzucić własne warunki gry, szukając miejsca na skrzydłach i stosując wysoki pressing, w czym brylował Sondre Liseth. To właśnie norweski napastnik jako pierwszy zagroził bramce Ottona Hindricha, jednak jego próba z 15. minuty została zablokowana.
Legioniści nie pozostawali dłużni, chwilę później z niezłej pozycji pomylił się Mateusz Szczepaniak. Przed przerwą najbliżej szczęścia dla gospodarzy byli Rafał Janicki (odważne wyjście ze stoperów i niecelny strzał z 25 metrów) oraz Jarosław Kubicki, który w 41. minucie minimalnie przeniósł piłkę nad poprzeczką po idealnej wrzutce Petera Federico.
Druga odsłona spotkania przebiegała pod wyraźne dyktando Górnika. Zabrzanie zepchnęli podopiecznych Marka Papszuna do głębokiej defensywy, jednak długo brakowało postawienia kropki nad „i”. Sytuacja kulminacyjna nadeszła w 73. minucie – po koronkowej akcji z Federico, Ondřej Zmrzlý huknął zza pola karnego, a piłka z impetem odbiła się od konstrukcji bramki stołecznej ekipy.
Szukając zwycięskiego gola, sztab szkoleniowy Trójkolorowych zdecydował się na potrójną roszadę, wprowadzając na murawę Chłania, Prekopa i Højholta. Szczególnie aktywny był Słowak, który w końcówce spotkania dwukrotnie dochodził do pozycji strzeleckich, jednak za każdym razem brał górę brak precyzji. Legia odpowiadała sporadycznie – najbardziej niebezpieczny był rajd Pawła Wszołka w 81. minucie, zakończony uderzeniem w boczną siatkę.
Mimo szturmu w doliczonym czasie gry, rezultat nie uległ zmianie. Trzeci remis z rzędu pozostawia u gospodarzy spory niedosyt, bo tego wieczoru to Górnik był stroną dyktującą warunki.
Szansa na rehabilitację i przełamanie strzeleckiej serii przyjdzie już w najbliższą sobotę. O godzinie 17:30 Trójkolorowi podejmą na własnym stadionie drużynę Wieczystej Kraków.
Górnik Zabrze – Legia Warszawa 0:0
Górnik Zabrze: Schulze – Zmrzly, Janicki, Josema, Janża, Kubicki (73′ Hojholt), Bernardo, Urbański (90 2′ Durdov), Federico, Antiste (Chłań 73′), Liseth (73′ Prekop).
Rezerwowi: Loska, Kania, Warczak, Dietz, Bochniewicz, Donio, Hojholt, Durdov, Ikia Dimi, Chłań, Inoussa, Prekop.
Trener: Michal Gasparik
Legia Warszawa: Hindrich – Piątkowski, Augustyniak, Deziel Jr, Wszołek (81′ Fukada), Kapustka (88′ Szymański), Urbański, Chodyna (73′ Reca), Ševčík (73′ Biczachczjan), Zjawiński, Szczepaniak (46′ Wjunnyk).
Rezerwowi: Brkić, Fukuda, Szymański, Arreiol, Reca, Čolak, Vinagre, Biczachczjan, Arsenić, Wjunnyk.
Trener: Marek Papszun
Sędzia: Marcin Szczerbowicz (Olsztyn)
Żółte kartki: Antiste, Janża, Hojholt Janicki – Augustyniak, Kapustka, Szymański.
Foto: Górnik Zabrze




